skończyła rozmowę i zadzwoniła do Ripa. Wyjaśniła mu swoje plany,

doświadczenia. Widział to w jej oczach, czuł na jej
- teraz czuł, że bardziej niż jego samego kochała jego styl życia.
-To dlaczego się ukrywa?
pod zjeżdżalnię, gdzie odkryła piaskownicę i zabawki.
Spojrzał jej w oczy.
policzki Malindy, a wiatr uniósł brzeg jej spódnicy.
rozpaczą. Pozostanie u rodziny Montague, którą szczerze pokochała,
mikrofonu umieszczonego na ścianie. Nacisnęła guzik.
W ciszy niedzielnego poranka rozlega się metaliczny stukot, który budzi nawet ojca Laury. Dziewczyna widzi go w oknie sypialni rodziców, a po chwili rozespany tata wychodzi w szlafroku przed dom.
z Kate, było to bardzo prawdopodobne.
Kiepsko spała i czuła się bardzo zmęczona. Przewracała się z boku
ci żadnych telefonów czy adresów. Sam się z tobą skontaktuję.
Zostawił Kelly liścik, w którym podziękował za prezent.
Nagle uśmiechnęła się, spostrzegłszy polną myszkę drepczącą
umowa na okres próbny

twarzy, nie spuszczając wzroku z kobiety.

przeciwsłonecznym, dodała odrobinę różu, umalowała usta szminką
wciąż była na urlopie macierzyńskim, wpadła skontrolować karty zegarowe
ROZDZIAŁ SIEDEMDZIESIĄTY
www.izolacja-dachu.info.pl/page/4/

dziwił się, że trwało to tak długo, bo przecież Malinda

wyprawę w jakąś dzicz mogą nie powiedzieć nikomu, dokąd jadą.
Justin żył. Jeśli przestałaby w to wierzyć, nie byłaby w stanie
Czasem musieli łapać się drzew, kiedy teren robił się już zbyt stromy
unitedfinances provides smart solutions for 1500 loan now asap online cheap rates

– Bardzo proszę. – Położył dłoń na framudze. – To dla mojej mamy.

- Nie możesz. Pomyśl o dziewczynkach. - Chwyciła broń, ale ją wyrwał. Syknęła, bo złamał się jej sztuczny paznokieć. - Mamusiu? - Nagle w korytarzu pojawiła się Linnie. Derrick zamarł. - Co... Tatusiu... Nie... - Kochanie, wszystko w porządku - uspokoiła dziecko Felicity, a Derrick zobaczył, że zjawiła się też starsza córka, łudząco podobna do jego zmarłej siostry. - O, mój Boże, co tu się dzieje? - Angela przyglądała się strzelbie. - Nic. Tatuś się trochę zdenerwował. - Felicity westchnęła i przygładziła sobie włosy. - Przestań, Derrick, przestraszyłeś dziewczynki. Odłóż broń i... - Znowu cię bił. - Na twarzy Angeli widać było pogardę. - Jesteś odrażający - powiedziała do ojca. Jej słowa były echem słów, które powiedział sam do siebie po tym, jak pierwszy raz był ze swoją siostrą, przy strumyku. Wtedy tak bardzo chciał poczuć jak obejmuje go swoim ciepłem, że nie zauważył postaci ukrytej w wierzbach. Cassidy? Willie? Nie przejął się tym. Chciał jedynie zatracić się w pociągającym wilgotnym cieple Angie. Był pod wrażeniem jej bujnych piersi, szczupłej talii, trójkątnej kępki ciemnych kręconych włosów na zwieńczeniu wspaniałych nóg. Kiedy w nią wszedł, jej niebieskie oczy szeroko otwarły się w ekstazie i przerażeniu z powodu tego, co robili. Brutalnie odebrał jej dziewictwo, a ona oddała mu je tak słodko. Jeszcze teraz podniecał się na wspomnienie tego, jak razem przekroczyli tę granicę. Tłumaczył sobie, że to się więcej nie powtórzy, że to tylko ten jeden jedyny raz, że wódka, którą zabrał z barku ojca, zamieszała mu w głowie, że był skołowany, dlatego, że widział swoją zmarłą matkę, a Angie była do niej tak podobna, tak nieziemsko pociągająca. Ale nie był w stanie trzymać się od niej z daleka, a ona tego pragnęła... Cholera, błagała o to, przytulała się do niego, scałowywała łzy z jego twarzy, kochała go jak nigdy żadna kobieta... Pociągnął nosem i uświadomił sobie, że płacze. Ciężkie łzy wstydu spływały mu po policzkach. W końcu Angie zrobiła z niego idiotę, flirtując z każdym chłopakiem, próbując za wszelką cenę uwieść Briga McKenziego. Mówiła mu to wprost wiele razy. Zmęczyła się Derrickiem i szukała kogoś nowego. Pojawił się problem z dzieckiem... Jak tylko znalazłaby kogoś, kto dałby jej nazwisko, odeszłaby z nim. Zostawiłaby Derricka. A on ją kochał całym sercem. Nie mógł pozwolić jej odejść... Nie mógł. Należała do niego. - Nie - błaganie Felicity sprowadziło go brutalnie na ziemię. Na jej twarzy w miejscu, którym uderzyła o ścianę już pojawiły się siniaki. - Derrick, wszystkim się zajęłam. - Podniosła dłoń i spojrzała na córki. - Nie. Nie usłyszał nic więcej. Zacisnął palce na strzelbie. Wyszedł z domu, trzaskając drzwiami. Myślał o Brigu i o tym, jak szybko Angie zainteresowała się tym chłopakiem, jak z nim flirtowała, wdzięczyła się przed nim, mając nadzieję, że uwiedzie tego drania. Myślała, że w nim znajdzie ucieczkę od zaborczego brata. Wrzucił broń na tylne siedzenie samochodu. Felicity wybiegła z domu, wrzeszcząc na niego, chwytając za klamkę u drzwiczek. - Nie rób tego, Derrick. Proszę. Nie musisz nic robić. Nie będzie ci już więcej zawracał głowy. Nikt nie będzie... Przekręcił klucz w stacyjce, włączył wsteczny bieg i nacisnął pedał gazu. Felicity trzymała się ciężarówki, a on wlókł ją po asfalcie. - Derrick! - krzyczała. Zmienił bieg, opony zapiszczały, wrzucił jedynkę i przejechał tak blisko koło niej, że odskoczyła. Twarz miała śmiertelnie bladą, a w oczach przerażenie. Ale on nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi. Nic go nie obchodziła. Teraz chciał tylko dorwać McKenziego. Mrucząc ponuro, myślał o poważnym, nieodwracalnym zniszczeniu, jakiego miał zamiar dokonać. Wziął paczkę papierosów i wytrząsnął jednego. Poszukał zapalniczki i włączył radio. ... a teraz, w hołdzie dla niezapomnianego Elvisa, jeden z jego największych przebojów... - zapowiedział spiker, a wkrótce potem z głośników rozległy się pierwsze dźwięki Love me tender. Derrick pomyślał, że nawet pasuje to do sytuacji. Zapalniczka kliknęła. Zaciągnął się mocno dymem marlboro. Elvis śpiewał tę samą piosenkę, przy której jego matka oddała ostatnie tchnienie. Lufa strzelby błyszczała w odbiciu zielonego światła deski rozdzielczej. Derrick palił papierosa i myślał o nocy, która go czeka. Da nauczkę temu śmieciowi i w ten sam sposób załatwi sprawę z Lorną. Jeżeli będzie miał trochę szczęścia, dopadnie jeszcze przyrodniego brata, półgłówka, i nieźle go nastraszy. Zachichotał nerwowo. W oczach stanęły mu łzy. Czas, żeby wszyscy się dowiedzieli, że Derrickowi Buchananowi nikt nie podskoczy. Wyglądała strasznie. Miała we włosach liście, a na spódnicy piach. Jakby kilka tygodni włóczyła się po lesie. - Pani pozwoli, że to wyjaśnimy - powiedział T. John. Sunny siedziała w jego gabinecie, trzymając w rękach kubek ziołowej herbaty. Czekała na obiad, który zamówił dla niej zastępca szeryfa. - Rozpaliła pani ognisko, żeby się ze mną skontaktować. Pozostałe, które zgasiliśmy w lesie, rozpaliła pani również z tego powodu? - Tak. - Pociągnęła łyk herbaty. Wyglądała tak, jakby zaraz miała zemdleć. - Następnym razem proszę skorzystać z telefonu. Łącza telefoniczne są o wiele bezpieczniejsze niż ogniska w lesie.
było spodziewać. Poszukiwacze nie tylko zebrali sporo pieniędzy, ale
304
easyfinance offer smart payday loans online legit money lender